Zamieszkałe drewno

Stary Ignac właśnie zamierzył się na trzeci pieniek, gdy coś zatrzymało jego rękę. Pomyślał o nożu Abrahama, ale co ma do tego siekiera, a tym bardziej kawałek lipowego drewna?

            – Mieszkają we mnie skrzypce, dziecięca trumienka albo Frasobliwy… Wybierz.

            – Już wybrano. Lutnik ze mnie żaden, wnuków nie mam, a na frasunkach znam się ja, jak nikt inny.

            Zabrał Ignac swój pieniek do chałupy, wyszukał kilka dłutek i zaczął obłupywać, co niepotrzebne. Kora na nic, więc poszła do pieca jako pierwsza. Biel także na nic, po chwili podążył za nią dymnym szlakiem. Tak Ignac dotarł do twardzieli, prawie brunatnej. Jakże mam ciebie przerobić na rzeźbę, gdy ty od lat już nie żyjesz? Czy takie wybrakowane też się na coś przydasz? Mówisz, że to będzie małe Zmartwychwstanie albo drzewna Paruzja?

            Lipowy  Chrystus wyszedł, jakby był z modrzewia, prawdziwy Syn Czarnej Madonny

Ze zbioru poezji i prozy poetyckiej I(nk)luzje, wydanego przez Towarzystwo Przyjaciół Ostrołęki w 2020 r., dodrukowanego przez LIBERUSA w 2022, s. 31