Paradise Abdulrazaka Gurnaha

Znamy Afrykę choćby z utworów Ryszarda Kapuścińskiego. W Hebanie nie ukrywa, jak bardzo Europejczycy skrzywdzili mieszkańców tego nieprzyjaznego kontynentu, wywożąc, co dało się zrabować, i nie tworząc infrastruktury. Już samo życie tam wydaje się wyzwaniem, a jeszcze trzeba pracować… Obecnie także Chiny ostentacyjnie zawładnęły tym lądem, np. wykupiwszy tereny zasobne w pierwiastki rzadkie.

Kiedyś gościliśmy w szkole kameruńskiego poetę, Simona Mole’a. Zapytałam go, jakie są efekty pracy misjonarzy. Odpowiedział z rozbrajającym śmiechem: „Oni robią swoje, a my – swoje.” Później przekonaliśmy się, że sam był tego najlepszym dowodem. Dzięki pomocy Kościoła odniósł sukces literacki i sportowy w Polsce, co nie przeszkodziło mu wierzyć w boga pewnego wulkanu i odsyłać do jego wspaniałego świata polskie kobiety w trybie przyśpieszonym, bo zarażał je HIV. Zmarł w więzieniu, nie wyraziwszy skruchy.

Przekonująca powieść Abdulrazaka Gurnaha Paradise ukazuje coś równie potwornego – klęskę wszystkich religii, które wobec żądzy bogactw i upodobania do rozwiązłości są bezsilne. Gurnah pisze o swoim kraju rodzinnym, Tanzanii, i wyprawach kupieckich w głąb dzikiej Afryki. Można mu zatem wierzyć jak S. Mole’owi. Tegoroczny noblista łączy kolejnych bohaterów w sploty interesów handlowych wujka Aziza. Ten początkowo powszechnie szanowany kupiec musi zadawać się z osobami różnego autoramentu. Nie ma innego wyjścia/ Nie ma wyboru. Ta fraza będzie powracać jak usprawiedliwiająca mantra. Tylko czy musi? Gdzie podziały się jakiekolwiek zasady, skrupuły, odpowiedzialność za swoje czyny? Wokół Aziza gromadzi autor ludzi różnych religii, głównie muzułmanów, ale pojawia się też Hindus, Sikh. Nie brak wśród nich okrutników, pedofili, homoseksualistów z braku na szlakach kobiet, sadystów. Nie do wiary? Ależ skąd! Uncle Aziz nie ma innego wyjścia. Uczciwy, szlachetny człowiek nie poprowadzi przecież wyprawy do „dzikusów”, nie będzie oszukiwał rdzennych mieszkańców, nie podejmie ryzykownej konkurencji z Europejczykami. Zrobi to jedynie obrzydliwy  Mohammed Abdulla, który nawet swoim obleśnym spojrzeniem bruka głównego bohatera – Yusufa.

Yusuf żył w kochającej się rodzinie, dopóki nie nadeszła susza, atak jakichś dziwnych owadów, po czym zaczął się głód. Jeść woodworm, jak radziła matka? Susza ograniczyła i to. Rodzice nie mieli innego wyjścia. Wujek Aziz roztaczał wokół siebie tajemniczy, kuszący zapach. Yusuf nie wiedział, że to drogie perfumy. Płakał, ale też nie miał innego wyjścia. Dokąd miałby uciec, gdy inny chłopiec, Khalil, pracujący z nim w sklepie, uświadomił mu, że Aziz to nie jest jego wujek. Nie jest niczyim wujkiem. A Afryka z powieści Gurnaha stwarza najróżniejszych „wujków”. Jedna z dziewczynek nawet stawia pytanie: „Skąd się bierze aż tylu wujków?” Skąd? Bo kwitnie ukryte niewolnictwo. Prawie wszystkie dzieci w tej książce są „zastawem” za długi rodziców. Muszą długo odpracowywać zaciągnięte nie przez siebie pożyczki. Jak uczy praktyka – rodzice zdążają umrzeć. Matka Khalila wyruszyła z powrotem do Arabii… Matka Yusufa zniknęła…

Nadwrażliwy Yusuf żył przez pewien czas w błogiej nieświadomości. Urodził się inny, zachwycony światem, marzący o Raju na ziemi. Szukał spontanicznie duchowości, która płynie z kontemplacji piękna świata. Rośliny kochał z wzajemnością, dlatego ogród wujka przepięknie rozkwitł. Skąd Yusuf miał wiedzieć, że są tam specjalnie ustawione lustra, by ktoś mógł go bezkarnie podglądać. Ktoś równie zniewolony jak on.

Nie, Yusuf nie był bity, nie został zgwałcony, choć Mohammed Abdulla miewał erekcję na sam jego widok. Molestowała chłopca tylko pewna wariatka, nazywając swoim mężem, ale nawet ona zaczęła odnosić się do niego z respektem, gdy wrócił z wyprawy już jako człowiek-wilk. Tylko dlaczego troskliwy wujek wysłał go na koszmarną wyprawę, gdzie dziecko musiało oglądać śmierć za śmiercią, znęcanie się nad samym Mohammedem Abdullą i inne wszeteczeństwa? A to już bardzo męskie sprawy. Ich źródło kryje się w przepięknym domu wujka Aziza i jego żony. Mistress nie pokazuje się światu, uchodzi za obłąkaną. Skąd ma ranę przez pół twarzy? I, jak mówi – przez całe serce? Nie dowiemy się. Ale gdy wujek Aziz tłumaczy swojej kolejnej żonie, „siostrze” Khalila, która nadal jest jeszcze dzieckiem, że do Piekła trafiają tylko kobiety, wszystko zaczyna być jasne. Wujek przejął majątek pierwszej żony, wdowy… I to ona szuka bliskości kogokolwiek. Wierzy, że Yusuf ma dar od Boga i że może ją uleczyć. Tyle że Yusuf zakochał się w Aminie. Melodramat? Nie to jest tu najważniejsze. Oto kolejna okazja, by Yusuf zrozumiał prawdę o tym przedziwnym świecie, gdzie są cuda przyrody jak prawdziwy Raj, ale ludzie nie respektują żadnych zasad. Amina uświadamia mu, że dla niej to Piekło…

Żadna z religii nie czyni z bohaterów szlachetnych ludzi. Raczej widzimy bestie w ludzkich skórach. Nawet Hindus, który zamierza przetłumaczyć Koran na suahili, by afrykańscy wyznawcy znali okrucieństwo Allaha, który każe zabijać niewiernych. Nawet on, choć przestudiował wartości każdej z religii, także obrazek Jezusa Chrystusa – Zbawiciela wisiał w jego domu, na widok ponętnej kobiety oddaje się wyjątkowo obrzydliwym, lubieżnym myślom. Zatem wszystko jest tylko fasadowe albo całkiem się zatraciło w pogoni ludzi za zyskiem, za hedonistycznym życiem. Zniknęła nawet zwykła przyzwoitość, o której tak pięknie mówił prof. Bartoszewski. Nie trzeba dodawać, jaki obraz Europejczyków znajdujemy u Gurnaha. Wystarczy przytoczyć określenie jednego z bohaterów, że są jak stado szarańczy. Na dodatek w świadomości miejscowych funkcjonują legendy o ich nadprzyrodzonych mocach, choćby magnetycznym porywaniu broni z rąk napastników. Znamienne jest, że budowali najpierw areszt, później kościół, następnie magazyn towarów, a na końcu swój dobrze obwarowany dom… I hasło ‘podatki’ było dla nich kluczowe. Stąd później wielkie pospolite ruszenie „wujków”…

Yusuf odnalazł przy górskim wodospadzie wejście do Raju, dwie bramy – wodną i tę z płomieni. Nawet niedoświadczony czytelnik odczyta ten powszechnie znany symbol. Życie zrodziło się z wody, ziemi i światła. Tak, książka Gurmaha jest wielką alegorią. Rajem miała przecież być cała Ziemia. Co z nią uczyniliśmy? Mało komu udało się zobaczyć „the thunderous waters and a gate of flame” i usłyszeć „oddech Boga”, Yusufowi było to dane:

In the morning, when the sun strikes the peak of snow, it feels like eternity, like a moment which will never change. And in late afternoon near water, the sound of a voice rises deeply to the skies. One evening, on a journey up the mountains, we stopped by a waterfall. It was beautiful, as if everything was complete. I have never seen anything as beautiful as that. You could hear God breathing.

Jednak nie pozostanie w dostatnim domu „wujka”. Znajduje inne wyjście, to, którego tenże wujek kazał za wszelką cenę unikać. Podąży za rekrutami do armii niemieckiej… On, cherubinek, którego wszyscy kochają, delikatny, wyczulony na piękno. Nie zdążył nauczyć się, że nie ma innego wyjścia. Co go czeka na wojnie z Anglikami? Czy to lepsze niż taki Raj?

Nikt z bohaterów nie jest tu zwycięzcą, widzimy tylko ofiary. No, może z wyjątkiem ogrodnika, Mzee Hamdaniego, który nie skorzystał z nadanej mu przez Mistress wolności. Wyznawał zasadę, że „freedom is not something they can take away”. Choć to Europejczycy stoją na szczycie drabiny sukcesu w zaspakajaniu żądz, nawet oni są przegrani. Tak zdobyte fortuny nie mogą naprawdę cieszyć. Od lat patrzę na podia podczas zawodów sportowych i olimpiad. Zdarza się, że ciemnoskórzy zajmują całe podium. To wyraz sprawiedliwości dziejowej? Niewolnictwo dokonało naturalnej selekcji? Młyny Boże mielą bardzo powoli. Przed Europą i Ameryką jeszcze konieczność zrobienia miejsca dla uchodźców. To raczej nieuniknione, choć Oriana Fallaci tak zapamiętale ostrzegała. Papież Franciszek stale ponawia prośby o przyjęcie przez każdą gminę chociaż jednej rodziny…

Simon Mole także uznał, że nie ma innego wyjścia. Gdy pokazano warunki życia jego matki w rodzinnej wiosce, łatwiej nam zrozumieć, dlaczego posłużył się oszustwem, przywłaszczając tożsamość innego Kameruńczyka, sportowca. Dla ratowania życia. Owszem, podobnie czynią dzisiaj miliony zdesperowanych uchodźców. Za wszelką cenę chcą opuścić „krainy śmierci”. I każdy ma jakąś własną koszmarną historię.  Ale Simon Mole nie musiał przenosić na nasz grunt swoich chorych wierzeń i zabobonów, nie musiał zarazić tylu kobiet (co najmniej 35)! W tym akurat było inne wyjście, choćby seks w prezerwatywie. Jednak jego partnerki zeznawały zgodnie, że to wykluczał. Dlaczego? Ufam, że raczej nie ze względów religijnych, tych odmisjonarskich, tylko własnych, pogańskich, co czynił argumentem obrony…

Dobrze, że ludzie, tacy jak Martyna Wojciechowska, Janina Ochojska, Szymon Hołownia i setki innych, w tym misjonarze z prawdziwego zdarzenia, tworzą inne wyjścia dla osób z Afryki, które znalazły się w pułapce życia poniżej ludzkiej godności, a nawet poniżej progu ubóstwa czy bez szansy na przeżycie. Tyle że pomoc, jak choćby kopanie studni, to nadal kropla w morzu, a piękne Morze Śródziemne od lat jest najsmutniejszym cmentarzyskiem… Bez śladu po pogrzebanych.

11.12.2021